Inne stworzenia

Muminek i Drobiazg

 

Wuj Truj
(Dolina Muminków w Listopadzie*)
(...) Wuj Truj leżał na kanapie w salonie, z nosem zagrzebanym w najładniejszej aksamitnej poduszce. Wtem usłyszał, że ktoś skrada się do kuchni. Zadzwoniło delikatnie szkło. Usiadł w ciemności i nastawił uszu. "Urządzają przyjęcie" - pomyślał. I znów zapanowała całkowita cisza. Wuj Truj wstał i przeszedł po zimnej podłodze aż do drzwi prowadzących do kuchni. W kuchni też było ciemno, ale pod drzwiami do spiżarni świeciła smuga światła. "Aha - pomyślał. Schowali się w spiżarni". Otworzył gwałtownie drzwi - a w spiżarni siedziała Mimbla i jadła kiszone ogórki. Koło niej stały na półce dwie zapalone świece. - Ach, więc i ty wpadłeś na ten sam pomysł - powiedziała. - Tu masz ogórki, a tu sucharki cynamonowe. Tamto to są korniszony, lepiej ich nie jedz, za ostre dla ciebie. Wuj Truj natychmiast wziął słoik z korniszonami i zaczął jeść. Nie smakowały mu, ale jadł mimo to. Po chwili Mimbla powiedziała: Twój żołądek nie zniesie korniszonów. Pękniesz i umrzesz na miejscu. - Nie umiera się na wakacjach - odparł wesoło Wuj Truj. - Co oni tam mają w wazie na zupę? - Igliwie - rzekła Mimbla. Napychają nim żołądki przed zapadnięciem w sen zimowy. Podniosła przykrywę i powiedziała:
- Wygląda na to, że najwięcej zjadł przodek. - - Jaki przodek? - zapytał Wuj Truj przerzucając się ukradkiem na ogórki. - Ten z pieca kaflowego - objaśniła Mimbla. - Ma trzysta lat i zapadł teraz w sen zimowy. Wuj Truj nic nie odpowiedział. Nie był pewien, czy to, że jest ktoś jeszcze od niego starszy, sprawia mu przyjemność, czy też obraża go. Sprawa ta wydała mu się bardzo interesująca, postanowił więc obudzić przodka i zapoznać się z nim. - Słuchaj odezwała się Mimbla. - Nie warto próbować. I tak nie obudzi się przed kwietniem. Zjadłeś pół słoika ogórków. Wuj Truj wydął policzki i zmarszczył nos, wsadził kilka ogórków i sucharków cynamonowych do kieszeni, wziął jedną ze świec i podreptał z powrotem do salonu. (...)

Wuj Truj

TooTiki

Too-tiki
(Zima Muminków, Opowiadania z Doliny Muminków)
(...) Too-tiki siedziała pod lodem i łowiła ryby. Była wdzięczna morzu, iż od czasu do czasu jego wody opadały na tyle, że można było zejść przez przeręblę koło kabiny i usiąść sobie z wędką na kamieniu. Nad sobą miało się miły zielony sufit z lodu, a u stóp - morze. Czarna podłoga i zielony sufit ciągnęły się w nieskończoność, aż gdzieś w dali ginęły w ciemnościach. 0bok Too-tiki leżały cztery małe rybki. Jeszcze jedna i będzie zupa rybna. Nagle posłyszała niecierpliwe kroki na pomoście. Na górze Muminek zapukał do drzwi kabiny. Odczekał chwilę i znowu zapukał. Huu! - krzyknęła Too-tiki. - Jestem pod lodem. Echo wzbiło się pod lodowy sufit: "Huu!" Ślizgało się tam i z powrotem wielokrotnie powtarzając: "Pod lodem!" Po chwili przez otwór przerębli wsunął się ostrożnie pyszczek Muminka, a zaraz potem uszy przyozdobione oklapłymi złotymi wstążkami. Spojrzał w czarną wodę, od której wiało chłodem, i na cztery sztywne rybki obok Too-tiki. Zatrząsł się. Wcale nie przyszło! - powiedział. Co? - zapytała Too-tiki. Słońce! - krzyknął Muminek. "Słońce" powtarzało echo. "Słońce, słońce, słońce..." - niosło się pod lodem coraz dalej i coraz słabiej. Too-tiki wyciągnęła wędkę. Niech ci się tak nie śpieszy - powiedziała. - Przychodziło tego dnia każdziuteńkiego roku, więc na pewno zrobi to i dziś. No, cofnij pyszczek, żebym mogła wyjść. Wygramoliła się z przerębli i usiadła na schodkach kabiny. Wietrzyła w powietrzu i nasłuchiwała. Jeszcze trochę - rzekła. - Usiądź tu i czekaj. (...)
Buka
(wspominana prawie we wszystkich książkach)
(...) Buka siedziała na plaży i czekała. Muminek wyszedł naprzeciw niej bez lampy, stanął przy łódce i spojrzał na nią. Nic nie mógł dla niej zrobić. Słyszał bijące trwożnie serce wyspy głęboko w ziemi, szepczące żałośnie kamienie i drzewa, które uciekały od morza i na to też nie miał żadnej rady. Nagle Buka zaczęła śpiewać. Zaintonowała swą pieśń radości i powiewając spódnicami kiwała się w przód i w tył, jak gdyby chciała pokazać we wszystkie możliwe dla niej sposoby, że cieszy się z przyjścia Muminka. Muminek zrobił krok naprzód, niesłychanie zdziwiony. Nie było żadnej wątpliwości, że Buka cieszy się z jego widoku. Nie przeszkadzał jej brak sztormówki cieszyła się, że on przyszedł spotkać się z nią. Muminek stał bez ruchu, dopóki Buka nie skończyła tańca, a potem patrzył za nią, jak odchodziła brzegiem morza. Kiedy zniknęła mu z oczu, podszedł i dotknął piasku, gdzie Buka stała: wcale nie był zamarznięty, lecz taki sam, jak zawsze. 1 nie uciekał spod nóg. Muminek nasłuchiwał uważnie, ale dochodził go tylko szum fal. Wydawało się, że wyspa zasnęła nagle głębokim snem. Muminek wrócił do domu. Reszta rodziny już spała, a w piecu tliły się resztki żaru. Wgramolił się do łóżka i zwinął w kłębek. - Co powiedziała? - szepnęła Mała Mi. - Ucieszyła się - odszepnął Muminek. - Nie zauważyła żadnej różnicy . (...)


Buka
Filifionka Filifionka
(Opowiadania z Doliny Muminków, Dolina Muminków w listopadzie, Lato Muminków, oraz okazjonalnie w innych książkach)
(...) Burza dudniła dalej, spokojnie i statecznie. Ale wszystkie niepokojące dźwięki zniknęły, wszystkie wycia, trzaskania, rozsypywanie się na kawałki, spadanie z hukiem i rozdzieranie się. Niebezpieczeństwo było więc wewnątrz domu, a nie na zewnątrz. Filifionka ostrożnie wciągnęła cierpki zapach morskich wodorostów i otworzyła oczy. Ciemność nie miała już tej gęstości jak tam, w salonie. Widziała morską kipiel i pasmo światła latarni przesuwające się wolno wśród nocy. Mijało ją półkolem, wędrowało przez piaszczyste wydmy, gubiło się hen na horyzoncie i znowu wracało. Dokoła i dokoła chodziło to spokojne światło, nie spuszczając oka z burzy. "Nigdy jeszcze nie byłam na dworze sama w nocy - stwierdziła Filifionka. Gdyby tak mama wiedziała..." Zaczęła pełznąć pod wiatr, w dół ku brzegowi, aby jak najdalej odejść od domu Paszczaka. Kotka z porcelany wciąż jeszcze trzymała w łapce, uspokajała ją myśl, że ma coś, co ją chroni. Spostrzegła, iż morze było teraz całe biało-granatowe. Grzebienie fal pędziły na wprost i niosło je jak dym na plażę. Ten dym miał smak soli. Za nią, z tyłu, roztrzaskało się coś wewnątrz domu. Ale nie odwróciła głowy. Skuliła się pod wielkim głazem i szeroko otwartymi oczyma patrzyła prosto w noc. Już nie marzła. Najdziwniejsze, było to, że nagle poczuła się zupełnie bezpieczna. Było to bardzo szczególne uczucie i Filifionka uznała, że jest nadzwyczaj przyjemne. Bo właściwie dlaczego miałaby się niepokoić? Katastrofa przecież nareszcie przyszła. (...)
Emma
(Lato Muminków)
(...) - Patrzcie! Wszyscy odwrócili się i spojrzeli. Z ciemnego kąta wyłonił się jakiś cień. Wyszło coś szarego, pomarszczonego, szurając nogami, zmrużyło w słońcu oczy, nastroszyło wąsy i spojrzało na nich wrogo.
- Jestem Emma - oświadczył stary szczur teatralny wyniośle. - Chciałam tylko powiedzieć, że nienawidzę kaszy. Już trzeci dzień jecie kaszę. - Jutro będzie owsianka - odpowiedziała Mama Muminka nieśmiało.
- Nienawidzę owsianki! - odparła Emma.
- Może Emma zechce usiąść - powiedział Tatuś Muminka. - Sądziliśmy, że dom jest opuszczony, i dlatego... - Dom! - przerwała Emma i fuknęła z pogardą. - Dom! To nie jest żaden dom! Przykuśtykała bliżej stołu, ale nie usiadła. - Czy ona się gniewa na mnie? - szepnęła Bufka. - A coś ty jej zrobiła? - zapytała Mimbla. Nic - wymamrotała Bufka pochyliwszy się nad talerzem. Po prostu czuję to. Wciąż czuję, że się ktoś na mnie gniewa. Gdybym była najmilszą Bufką na świecie, wszystko byłoby inaczej... - No, ale skoro nią nie jesteś - odparła Mimbla, nie przerywając jedzenia. - Czy rodzina Emmy uratowała się? - zapytała Mama Muminka ze współczuciem. Ale Emma nie odpowiedziała. Patrzyła na ser... Sięgnęła łapką i wsunęła go sobie do kieszeni. Potem spojrzenie jej powędrowało dalej i zatrzymało się na naleśniku. - To nasz naleśnik - krzyknęła Mi, po czym dała susa i usiadła na naleśniku. - A, nieładnie! - powiedziała Mimbla. Zdjęła siostrę, otrzepała naleśnik i schowała go pod obrus.
(...)
Emma
Bufka Bufka
(Lato Muminków)
(...) Panna Migotka zaprzeczyła ruchem głowy. Przez chwilę stała niezdecydowana. - Pójdę i załatwię to z Bufką powiedziała w końcu. Wzięła latarkę kieszonkową i weszła w korytarz. Nie było tam nikogo. - Bufka! - zawołała. - Podoba mi się twój przedziałek pośrodku, ale... Bufka nie odpowiedziała. Panna Migotka zobaczyła smugę światła padającą przez jakieś uchylone drzwi, podeszła więc, aby zajrzeć. W pokoju za drzwiami siedziała Bufka w zupełnie nowych włosach. Długie, żółte loki okalały jej zatroskaną twarz. Bufka spojrzała w lustro i westchnęła. Sięgnęła po inne włosy, rude i dzikie - i wcisnęła je sobie aż na oczy. 1 w tych niezbyt jej było do twarzy . W końcu drżącymi łapkami wzięła te, które zachowała na koniec i które najbardziej jej się podobały. Były bardzo czarne, przybrane błyszczącymi kruszynkami złota. Z zapartym tchem wsadziła je na głowę. Przez chwilę przyglądała się sobie w lustrze. Później powoli zdjęła loki i zapatrzyła się w podłogę. Panna Migotka cicho wycofała się na korytarz. Rozumiała, że Bufka chce być sama. (...)

Gapsa
(Opowiadania z Doliny Muminków)
(...) ...Ach, jaka piękna pogoda - zawołała - morze, pomyśleć tylko, morze... Takie niebieskie, takie życzliwe, bez jednej choćby zmarszczki! Jak się pani ma, ślicznie pani dzisiaj wygląda... Ach, mogłam się tego spodziewać... No tak, kiedy się żyje w ten sposób, natura i to wszystko - temu to chyba należy zawdzięczać, prawda? .... "Bredzi jeszcze bardziej niż zwykle" - pomyślała Gapsa zdejmując rękawiczki (była bowiem prawdziwą damą), głośno zaś powiedziała: - Właśnie. Ma pani zupełną rację, pani Filifionko. Usiadły przy stoliku nakrytym do herbaty, a Filifionka tak była zadowolona z towarzystwa, że plotła najzupełniejsze głupstwa i rozlewała herbatę na obrus. Gapsa chwaliła ciastka i cukierniczkę, i wszystko, co się dało, tylko o kwiatach w wazonie oczywiście nie powiedziała nic. Gapsa była dobrze wychowana, a każdy widział, że ten dziki, zły krzak nie pasował do serwisu do herbaty. Po chwili Filifionka przestała mówić głupstwa, a że Gapsa nie odezwała się, zrobiło się zupełnie cicho. Nagle blask słońca na obrusie zgasł, a duże, poważne okna wypełniły się chmurami i obie panie usłyszały wiejący od morza wiatr. Gdzieś daleko, nie głośniejszy niż szept. (...)

Gapsa
Homek Homek
(Dolina Muminków w Listopadzie, Lato Muminków, okazjonalnie w innych książkach)
(...) Las zaczął rzednąć. Ukazały się potężne, szare góry, poprzecinane głębokimi, bagnistymi wąwozami, tylko szczyty sterczały wysoko, całkiem nagie. Tu nie było w ogóle nic, jedynie wiatr hulał. Po ogromnym niebie pędziły ciężkie, śniegowe chmury, wszystko było olbrzymie. Homek Toft obejrzał się, dolina wyglądała jak jakiś niewiele znaczący cień, daleko w tyle. A potem popatrzył na morze. Leżało rozpostarte przed nim, ciemne, poprążkowane aż po widnokrąg białymi grzebieniami fal. Toft nastawił twarz do wiatru i usiadł, żeby czekać. Teraz nareszcie mógł czekać. Rodzina płynęła z wiatrem, prosto do brzegu. Przybywali z jakiejś wyspy, na której Toft nigdy nie był i której nie mógł zobaczyć. "Może mieli ochotę tam zostać myślał. Może ułożą historię o tej wyspie i będą ją sobie opowiadali przed snem". Homek Toft siedział długie godziny wysoko na górze i patrzył w dal. Zmierzch zapadł nad ziemią pogrążając ją w mroku, ale na morzu widać było jeszcze każdy grzebień fali. Tuż przed zachodem słońce rzuciło przez szczelinę w chmurach chłodny, zimowożółty promień światła, od którego cały świat sposępniał. 1 wtedy Toft dostrzegł sztormówkę, którą Tatuś Muminka zawiesił na czubku masztu. Paliła się równo, rozsiewając łagodny, ciepły blask. Łódź była bardzo daleko. Toft nie musiał się spieszyć; zszedł lasem, a potem plażą do pomostu i w sam raz zdążył złapać cumę i przywiązać łódź. (...)
Paszczaki
(wspomniane we wszystkich książkach)
Ze względu na ciekawą osobowość przytaczam większy fragment:
(...) - Majestat morza! - zawołał Paszczak drżącym głosem; był blady i patrzył z przerażeniem na brzeg burty po zawietrznej stronie, sunący znacznie za blisko spienionej, zielonej wody. "A więc takie to jest uczucie - myślał. Tak wygląda żeglowanie. Świat wywraca się do góry nogami, a ty wisisz na samiusieńkim brzegu bezdennej przepaści, marzniesz, wstydzisz się i żałujesz, kiedy jest już znacznie za późno, żeś się w ogóle wybrał. Żeby on tylko nie zauważył, jak ja się boję". Koło cypla jolka dostała się na długą falę wywołaną jakimś sztormem daleko na morzu. Włóczykij zahalsował, a potem popłynął prosto dalej. Paszczakowi zaczęło być niedobrze. Mdłości brały go powoli, zdradliwie, ziewał i ziewał, przełykał i przełykał, a potem nagle poczuł się słabo i żałośnie w całym ciele, wstrętne mdlenie coraz bardziej mu wzbierało w żołądku i już nic nie chciał, tylko umrzeć. Teraz ty weź ster - powiedział Włóczykij. - Nie, nie, nie! - szepnął Paszczak machając w proteście obiema łapkami. Ruch ten wywołał nowe, okropne tortury w żołądku i calutkie, bezlitosne morze znowu wywróciło się na drugą stronę. - Musisz wziąć ster - powtórzył Włóczykij. Wstał i przeszedł przez środkową ławeczkę. Ster bujał bezradnie tu i tam... ktoś musiał go przecież wziąć, to było straszne... Paszczak przedostał się na rufę, potykając się i zataczając przy ławeczkach, i chwycił ster zsiniałymi z zimna łapkami, żagiel trzepotał jak zwariowany, to był koniec świata! A Włóczykij siedział sobie, wpatrzony w horyzont. Paszczak sterował to w jedną stronę, to w drugą, żagiel łomotał, woda wlewała się do jolki, a Włóczykij wciąż siedział i patrzył na horyzont. Paszczakowi było tak niedobrze, że nie mógł myśleć, sterował odruchowo, nagle potrafił sterować, żagiel nabrał wiatru i jolka szła równo wzdłuż brzegu, niesiona długą falą. "Nie zwymiotuję myślał Paszczak. - Będę się trzymał steru z całej siły i nie zwymiotuję". Żołądek uspokajał mu się powoli. Paszczak wbił oczy w dziób jolki, który wznosił się i opadał w fale, wznosił się i opadał... "Niech to trwa do końca świata, byle mnie tylko znowu nie zaczęło mdlić. Wolę iść na dno niż wymiotować..." Nie miał odwagi zrobić najmniejszego ruchu ani żadnej miny, ani o czymkolwiek pomyśleć, wpatrywał się tylko w dziób, który wznosił się i opadał, a jolka pruła z wiatrem coraz dalej i dalej w morze.
Homek Toft pozmywał i przygotował Paszczakowi łóżko. Zebrał też spod klonu deski na podłogę i schował je za drewutnią. A teraz siedział przy stole w kuchni, słuchał wiatru i czekał. Wreszcie usłyszał rozmowę w ogrodzie. Wrócili. Rozległy się kroki na schodach kuchennych i Paszczak wszedł mówiąc: Hej! - Hej, hej! odpowiedział Homek. - Mieliście silny wiatr?
- Prawie sztorm - rzekł Paszczak. - Takie krzepiące, rześkie powietrze. Nadal był zielony na twarzy i trząsł się cały z zimna. Zdjął buty i skarpety i powiesił je nad kuchnią, żeby wyschły. Homek nalał mu kawy. Siedzieli naprzeciwko siebie przy kuchennym stole, obaj zmieszani. Zastanawiam się zaczął Paszczak - zastanawiam się, czy nie byłby może czas wracać pomału do domu. Kichnął i dodał: - Ja sterowałem. - Może tęsknisz za swoją łodzią? - powiedział Homek. Paszczak bardzo długo nic nie mówił. Kiedy się wreszcie odezwał, na jego twarzy malowało się uczucie ogromnej ulgi. -Wiesz co? rzekł. - Coś ci powiem. Byłem dziś w ogóle pierwszy raz w życiu na morzu! Homek podniósł na niego oczy, a Paszczak zapytał: Nie dziwisz się? Homek potrząsnął głową. Paszczak wstał i zaczął chodzić tam i z powrotem po kuchni, bardzo podniecony. - To żeglowanie to coś strasznego mówił. - Wiesz, tak mnie mdliło, że chciałem tylko umrzeć, i cały czas się bałem! Homek Toft spojrzał na niego i powiedział: To musiało być okropne! - Było - przyznał Paszczak z wdzięcznością. - Ale nie dałem Włóczykijowi niczego po sobie poznać! Uważał, że bardzo dobrze sobie radzę z żaglem, że mam prawidłowy chwyt, rozumiesz. A teraz wiem, że już nie muszę żeglować. Dziwne, co? Właśnie dopiero co zrozumiałem, że już nigdy nie będę musiał żeglować! (...)

Paszczaki
Piżmowiec Piżmowiec
(Kometa nad Doliną Muminków)
(...) Panna Migotka spojrzała ostro na Piżmowca. - Wstań na chwilę - powiedziała. - Siedzę, gdzie siedzę, i już odparł Piżmowiec. - Siedzisz na torcie Muminka - powiedziała Panna Migotka. Wtedy Piżmowiec zerwał się i... Cóż to był za widok! Jak on wyglądał z tyłu! Nie mówiąc już o torcie. - Tego jeszcze brakowało! - zawołał Muminek. - Tort na moją cześć! - Teraz będę się lepił do końca życia! - biadał Piżmowiec. Wypraszam sobie takie rzeczy! To wszystko wasza wina! - Uspokójcie się, proszę - powiedziała Mama Muminka. To przecież ten sam tort, tylko wygląda trochę inaczej... Ale nikt jej nie słuchał. Włóczykij zaczął się śmiać. A Ryjek, który myślał, że to z niego się śmieją, wylazł spod materaca i zawołał: Mam w nosie wasze stare torty! Są tylko dla Muminka, a nie dla mnie! 1 nikt nie pomyślał o tym, że koty też lubią krem! Idę teraz po mojego kotka, bo tylko on jeden o mnie dba! Prześliznął się pod kocem zasłaniającym wejście i wyszedł na dwór...(...)
Hatifnatowie
(wspominane w większości książek)
(...) Na pokładzie znajdowało się tylko trzech Hatifnatów, równie białych jak łódź i jak żagiel. Jeden siedział przy sterze, dwóch opartych plecami o maszt. Wszyscy trzej patrzyli na morze i wyglądali tak, jakby pokłócili się ze sobą. Ale Tatuś słyszał, że Hatifnatowie nigdy nie kłócą się i że są milczkami z usposobienia, a interesuje ich jedno: żeby płynąć dalej, tak daleko, jak to było możliwe. Najchętniej aż do horyzontu albo na koniec świata, co przypuszczalnie na jedno wychodzi. Tak przynajmniej twierdzono. Mówiono również, że Hatifnatowie nie myślą o niczym innym, jak tylko o samych sobie i że elektryzują się w czasie burzy, jak również, iż są niebezpieczni dla tych wszystkich, którzy mieszkają w salonach i na werandach i którzy o pewnych porach dnia robią zawsze to samo. (...)

Hatifnaty
Trolle Różne Trolle
(o których można się czegoś dowiedzieć ze wszyskich książek i tam należy szukać fragmentów o nich)

*- we wszystkich opisach pominięto pierwszą powieść: "Małe Trolle i duża powódź".

 

początek strony