|
(...) Tatuś i Mama Muminka zauważyli dopiero w ciągu
popołudnia, że las zbliżył się wyraźnie do latarni. Najbardziej spieszyło
się olchom: dotarły aż do połowy drogi w głąb wyspy. Została tylko
ta olcha, do której była przywiązana "Przygoda", ale tak ciągnęła
za cumę, że mało się nie udusiła. Osiki nie miały już liści i nie
mogły drżeć ze strachu, za to rozproszyły się po wrzosowisku małymi,
przerażonymi kępkami. Wszystkie drzewa wyglądały jak owady: usiłowały
zawiązać dookoła kamieni długie jak macki korzenie i czepiały się
wrzosów, żeby móc wytrzymać napór południowo-zachodniego wiatru.
- Co to wszystko znaczy? - szepnęła Mama Muminka do Tatusia. - Dlaczego
one to robią?
Tatuś gryzł fajkę i rozpaczliwie starał się znaleźć jakąś odpowiedź.
To było okropne być zmuszonym do przyznania się: "Nie wiem". Miał
już dosyć tego, że nic nie rozumie. W końcu powiedział:
- Takie rzeczy zdarzają się w nocy... Zmiany zachodzące w ciągu nocy,
no wiesz...
Mama Muminka patrzyła na niego szeroko rozwartymi oczami.
- To jest całkiem możliwe... - mówił Tatuś nerwowo - że w ciemności
mogą dokonywać się jakieś tajemnicze zmiany... i jeżeli my wyjdziemy
na dwór... i jeszcze powiększymy to wszystko, chciałem powiedzieć,
całe to zamieszanie... to ono się zrobi tak ogromne, że jak się obudzimy,
wszystko będzie z powrotem na swoim miejscu...
- Ale, kochanie, o czym ty mówisz? - spytała Mama z niepokojem.
Tatuś Muminka zrobił się czerwony jak piwonia.
Po długiej chwili zażenowanego milczenia Muminek mruknął: - One się
boją.
- Myślisz? - rzekł Tatuś z wdzięcznością. - Tak, coś w tym chyba jest...
Rozejrzał się dookoła po zrytej ziemi. Wszystkie drzewa uciekały od
morza.
- Teraz rozumiem! - wykrzyknął Tatuś. - One boją się morza. Morze
je wystraszyło. Czułem, że coś się dzieje, kiedy wyszedłem na dwór
tej nocy... Otworzył swój zeszyt i zaczął przewracać kartki.
- Czy to długo potrwa? - zapytała Mama Muminka.
Ale Tatuś już odchodził w stronę latarni, z nosem głęboko zatopionym
w notatkach. Potknął się o krzak, a potem znikł między drzewami. (...)
|