Fragment miesiąca

 
(...) Przez następny tydzień Too-tiki siedziała uparcie pod lodem i łowiła ryby. Obok niej, pod zielonym sufitem, ustawiał się długi szereg gości - również łowili ryby. Byli to ci, którzy nie przepadali za Paszczakiem. W domu Muminków powoli skupiały się te osoby, którym nie zależało na demonstracjach, które nie miały na nie sił lub odwagi.
Co dzień wczesnym rankiem Paszczak wtykał głowę przez rozbitą szybę i oświetlał ich pochodnią. Lubił pochodnie i ogniska obozowe - kto tego nie lubi - lecz zawsze wyskakiwał z nimi nie w porę.
Goście zaś nadzwyczaj cenili sobie długie, trochę przebałaganione przedpołudnia, chwile, kiedy powoli robił się dzień, a oni opowiadali sobie, co im się śniło, i słuchali odgłosów z kuchni, gdzie Muminek przyrządzał kawę.
Wszystko to psuł Paszczak. Zaczynał zwykle od stwierdzenia, że powietrze w mieszkaniu jest zbyt ciężkie i duszne, i rozwodził się, jak to chłodno i przyjemnie jest na dworze.
Następnie zaś, nastrojony niezmiernie towarzysko, rozprawiał o możliwościach wykorzystania nowego dnia. Faktem jest, że robił wszystko, co mógł, aby uprzyjemnić im czas, i nigdy się nie obrażał, kiedy nie chcieli się bawić. Klepał ich lekko w plecy i mówił:
- Dobra, dobra. Powoli przekonacie się, że mam rację.
Jedyną osobą, która wszędzie towarzyszyła Paszczakowi, była mała Mi. Chętnie i szczodrze uczył ją wszystkiego, co tylko wiedział o jeździe na nartach, i aż promieniał z radości, widząc jej szybkie postępy.
- Panieneczko - mówił - panieneczka musiała urodzić się na nartach! Niedługo panieneczka mnie pobije!
- Właśnie o to chodzi! - szczerze wyznała Mi.
Lecz kiedy nauczyła się już wszystkiego, co było jej potrzebne, znikała gdzieś i jeździła po sobie tylko znanych pagórkach, o których nikt poza nią nie wiedział, a na Paszczaka nie zwracała uwagi.
Jak to się działo, tak się działo, w każdym razie coraz to więcej i więcej osób schodziło cichaczem pod lód, aby łowić ryby, aż w końcu tylko samotna czarno-żółta koszulka Paszczaka świeciła na pagórku.
Gościom nie podobało się, że próbowano ich wciągnąć w coś nowego i kłopotliwego.
Lubili siedzieć i gawędzić o dawnych czasach sprzed nadejścia Lodowej Pani, kiedy mieli jeszcze zapasy jedzenia. Opowiadali sobie nawzajem, jak mają umeblowane domy i z kim są spokrewnieni, z kim utrzymują stosunki towarzyskie i jakie to było okropne, kiedy przyszedł ten wielki mróz i wszystko się zmieniło.
Przysuwali się bliżej żelaznego piecyka słuchając opowiadań innych, aż wreszcie i na nich przychodziła kolej.
Muminek widział, że Paszczak był coraz bardziej osamotniony. "Muszę go stąd wyprawić, nim sam to zauważy - pomyślał Muminek. - I nim wszystkie konfitury się skończą".
Ale niełatwo było znaleźć pretekst, który byłby równie wiarygodny, jak taktowny.(...)
(Fragment pochodzi z powieści "Zima Muminków")
Poprzednie fragmenty | 1 | 2 | 3 |
 

początek strony