Małe trolle i duża powódź
- tytuł oryginału szwedzkiego: Smatrollen och den stora
översvämningen Copyright by Tove Jansson 1945, 1991,
Schildts Förlags Ab, Esbo Finland. Copyright for the Polish translation
by Teresa Chłapowska. Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo
"Nasza Księgarnia", Warszawa 1995.
Pierwsze opowiadanie o Muminkach, wydane
pierwotnie w 1945 roku. W Polsce wydano je dopiero w 1995
roku. Odbiega od późniejszych książek o Muminkach,
jest jeszcze troszkę niedojrzałe. Postacie nie są
jeszcze tak doskonale opisane i scharakteryzowane, jak w
późniejszych książkach, rysunki jeszcze nieco
"chropawe", ale to niezły początek historii
małego świata, małych trolli.
Sama autorka, tak oto pisze w przedmowie do reedycji
swojej powieści:
... Była zima 1939 roku, czas wojny. Praca stała
w miejscu; miało się uczucie, że każda próba stworzenia obrazu rzeczywistości
jest całkowicie niepotrzebna.
Może więc nic dziwnego, że nagle ogarnęła mnie chęć napisania czegoś,
co zaczynałoby się od "Był sobie kiedyś". Dalszy ciąg musiał
oczywiście być bajką, tego nie dało się uniknąć, ale zrezygnowałam
z książąt, księżniczek i małych dzieci, wybierając na ich miejsce
gniewną figurkę, którą sygnowałam rysunki satyryczne i którą nazwałam
Muminkiem.
To opowiadanie, w połowie gotowe, poszło w zapomnienie. Jednak w roku
1945 mój przyjaciel powiedział mi, że mogłaby z niego powstać książka
dla dzieci, żebym je dokończyła, zrobiła ilustracje i może to wezmą.
Chciałam, żeby tytuł miał coś wspólnego z Muminkiem i szukaniem jego
Tatusia (na wzór poszukiwań Kapitana Granta) - ale wydawnictwo życzyło
sobie "Małe trolle", bo czytelnicy będą lepiej rozumieli.
Opowiadanie jest dość mocno zainspirowane książkami,
które czytałam w dzieciństwie i które kochałam:
trochę Juliuszem Verne'em, trochę Collodim (Dziewczynka
o błękitnych włosach) i tak dalej. A czemuż by nie?
Tak czy inaczej stało się ono moim pierwszym happy
endem!
|
|
Kometa nad Doliną
Muminków
- tytuł oryginału szwedzkiego: Kometen
kommer. Copyright by Tove Jansson 1946,
1968 Schildts Förlags Ab, Esbo Finland. Copyright for
the Polish translation by Teresa Chłapowska. Copyright
for the Polish edition by Wydawnictwo "Nasza
Księgarnia", Warszawa 1977.
Pierwsza naprawdę "duża"
książka o Muminkach. Powieść opowiada o wyprawie
Muminka i przyjaciół do obserwatorium w Górach
Mglistych, oraz o nadejściu czasu wielkiej komety,
która zakłóca spokojne życie wszystkich trolli.
(...) Muminek obudził się, nie wiedząc, gdzie jest.
Grotę wypełniało bardzo słabe światło, pachniało naftą. Nagle przypomniał
sobie o wszystkim i usiadł. Tamci dalej spali. Muminek podreptał do
wyjścia, ostrożnie uniósł koc i wyjrzał. Czerwone światło znikło,
niebo nie miało w ogóle żadnego koloru i panowała niczym nie zmącona
cisza. Muminek wyszedł i usiadł na skale. Nie opodal leżał na ziemi
meteoryt, zrzucony przez kometę, podniósł go więc żeby mu się przyjrzeć.
Meteoryt był czarny, kostropaty i bardzo ciężki.
Muminek popatrzył na ciągnącą się daleko plażę i na puste dno morza.
Wszystko było tak samo barwne i ciche. Spodziewał się, że zobaczy
okropne dziury w ziemi albo jakieś inne dramatyczne zmiany. Nie wiedział,
co myśleć, i trochę się nawet przestraszył.
- Hej! - przywitał go Włóczykij, który też wyszedł z groty i przysiadł
się do niego zapalając fajkę.
- Hej, hej! - odparł Muminek. - czy to tak ma wyglądać
po zagładzie Ziemi? Nic, tylko pustka wszędzie?
- Wcale nie było zagłady - rzekł Włóczykij. - Wydaje
mi się, że kometa jedynie zawadziła o nas ogonem, a
potem poleciała dalej w przestworza.
- Myślisz, ze wszystko zostało? - spytał niepewnie
Muminek.
Włóczykij pokazał fajką na daleki horyzont.
- Popatrz - powiedział - morze jest aż tam. Zrobiło się teraz trochę
jaśniej i na samym krańcu widnokręgu coś zaczęło się ruszać, coś żyjącego.
- Widzisz? Morze wraca - powiedział Włóczykij. Siedzieli w milczeniu
i czekali, a tymczasem niebo rozjaśniało się coraz bardziej. I nagle
wstało słońce, zupełnie takie samo jak zawsze.
I przypłynęło też morze, spiesząc ku znajomym brzegom, coraz bardziej
lazurowe, im słońce było wyżej na niebie. Fale wlały się do pustych
głębin i pozieleniały, układając się spokojnie na ich dnie. Wszystkie
powracające, pełzające, wijące się stworzonka, które zdołały przetrwać
w mule, zaroiły się radośnie w przezroczystej wodzie. Trawy morskie
i wodorosty podniosły się i wyprężyły łodygi w stronę słońca. Wtem
znad morza przyleciała rybitwa, oznajmiając głośnym krzykiem, że znów
zaczął się nowy dzień.
- Morze wraca! - zawołał Tatuś.
Wszyscy się już obudzili i wyszli z groty ogromnie ciekawi. Jeden
tylko Paszczak wcale się nie zdziwił, że Ziemia nadal istnieje. Przyniósł
na plażę swój klaser, żeby go ostatecznie uporządkować, i na wszelki
wypadek poodkładał na bok meteoryty.
A oni usiedli rządkiem na skale i wystawili pyszczki do
słońca.
- Jak ma na imię twój kotek? - zapytała Ryjka Panna
Migotka.
- To sekret - odparł Ryjek.
Kotek leżał mu na kolanach i mruczał, patrząc w
słońce.
- A teraz - powiedziała Mama Muminka - najlepiej,
żebyśmy wzięli ten tort i zjedli go w domu na
werandzie. Bo chyba wrócimy do domu, prawda? Czy
myślicie, ze las i ogród, i dom dalej są?
- Myślę, ze wszystko jest - odpowiedział Muminek. -
Chodźcie, pójdziemy zobaczyć (...)
|

|
W Dolinie Muminków
- tytuł oryginału szwedzkiego: Trollkarlsen
hatt. Tove Jansson 1948 Schildts
Förlags Ab, Esbo Finland. Copyright for the Polish
translation by Irena Szuch-Wyszomirska. Copyright for the
Polish edition by Wydawnictwo "Nasza
Księgarnia", Warszawa 1964.
Historia pewnej wyprawy na Samotną Wyspę, gdzie doszło
do spotkania z Hatifnatami, oraz parę zdań o Królewskim Rubinie i
zamianie salonu w dżunglę. (Powieść jeszcze nieco dziecinna).
(...) "Idzie prosto na wyspę" pomyślał Włóczykij
z dreszczem radości i podniecenia. Zmrużywszy oczy pod szerokim rondem
kapelusza, wyobrażał sobie, że płynie na samym szczycie wału chmur,
że wystrzeliła go w morze sycząca błyskawica. Słońce znikło, a deszcz
jak szara zasłona sunął nad morzem. Włóczykij odwrócił się i, skacząc
po kamieniach, zaczął biec. Zdążył w samą porę dobiec do namiotu.
Ciężkie krople deszczu zaczęły już bić w płótno żaglowe łopocące na
wietrze. Chociaż wiele godzin pozostało jeszcze do wieczora, świat
cały pogrążył się w ciemności. Ryjek owinął się dokładnie kocem, gdyż
bardzo bał się burzy , a inni siedzieli skuleni tuląc się do siebie.
W całym namiocie unosił się zapach zbiorów botanicznych Paszczaka.
Teraz straszliwy grzmot rozległ się tuż nad ich głowami. Namiot raz
po raz wypełniało białe światło błyskawic. Burza toczyła się po niebie
niczym olbrzymi pociąg, a morze miotało gniewnie wielkie spienione
fale na Samotną Wyspę.
- Co za szczęście, że nie jesteśmy na morzu powiedziała Mama Muminka.
- To niesłychane, co za pogoda!
Panna Migotka wsunęła drżącą łapkę w łapkę Muminka, który
od razu poczuł się męski i opiekuńczy. Ryjek skulił się pod kocem
i wrzeszczał. (...)
|

|
Pamiętniki Tatusia Muminka
- tytuł oryginału
szwedzkiego: Muminpappans memoarer.
Tove Jansson 1950, 1968 Schildts Förlags Ab, Esbo
Finland. Copyright for the Polish translation by Teresa
Chłapowska. Copyright for the Polish edition by
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia", Warszawa 1978.
To histotria młodości Tatusia Muminka opisana i odpowiednio
ubarwiona przez niego samego.Owe ubarwienia wynikają, jak sam pisze,
z faktu, że jego pamięć popsuła się nieco z biegiem lat. Sam autor
proponuje, by po przeczytaniu pamiętników do końca, zacząć je czytać
jeszcze raz.
(...) Kiedy Tatuś Muminka doszedł
do tego właśnie miejsca w swoich pamiętnikach, poczuł
się tak wzruszony swym nieszczęśliwym dzieciństwem,
że musiał przez chwilę odpocząć psychicznie.
Nasadził nakrętkę na pióro i podszedł do okna. W
Dolinie Muminków panowała zupełna cisza.
Tylko lekki, wieczorny wiatr szemrał w ogrodzie i
drabinka sznurowa Muminka huśtała się tam i z powrotem
przy ścianie domu. "Jeszcze i teraz udałaby mi
się ucieczka - pomyślał Tatuś. - Co z tego, że nie
jestem taki młody jak kiedyś!"
Uśmiechnął się sam do siebie. Potem wystawił nogi
przez okno i przyciągnął do siebie drabinkę.
- Hej, Tatusiu! - odezwał się Muminek z sąsiedniego
okna. - Co ty robisz?
- Gimnastykę, mój synu - odparł Tatuś. - Potrzebna
rzecz! Jeden krok w dół, dwa kroki w górę! Dobre dla
mięśni.
- Żebyś tylko nie spadł - rzekł Muminek. - Jak ci
idą pamiętniki?
- Dobrze - odpowiedział Tatuś i wciągnął trzęsące
się nogi przez parapet okienny. Właśnie dopiero co
uciekłem. Ciotka Paszczaka płacze. Wszystko będzie
niesłychanie wzruszające.
- Kiedy nam to przeczytasz? - zaciekawił się Muminek.
- Niedługo - odparł Tatuś. Gdy tylko dojadę do
łodzi. Nie ma przyjemniejszej rzeczy, jak czytać
głośno to, co się samemu napisało.
- Z pewnością - powiedział Muminek i ziewnął. - Hej,
na razie!
- Hej, hej! - rzekł Tatuś, zdejmując nakrętkę z
pióra.
- No dobrze. Na czym to stanęliśmy... Ach tak,
właśnie uciekłem i następnego rana nie, to będzie
później. Muszę najpierw opisać moją nocną
ucieczkę. (...)
|

|
Lato
Muminków
- tytuł oryginału szwedzkiego: Farlig
midsommar. Tove Jansson 1954
Schildts Förlags Ab, Esbo Finland. Copyright for the
Polish translation by Irena Szuch-Wyszomirska. Copyright
for the Polish edition by Wydawnictwo "Nasza
Księgarnia", Warszawa 1967.
Historia wiekiej powodzi, która chwilowo pozbawiła naszych
bohaterów domu, ale również rozbudziła w nich zamiłowanie do teatru.
Tatuś Muminka stworzył wtedy legendarną sztukę teatralną zatytułowaną:
"Narzeczone lwa, czyli więzy pokrewieństwa", którą tak naprawdę
rozumiał tylko on sam (ale to również nie jest pewne).
(...) Nagle pod ich stopami rozległ się cichy pomruk
i jednocześnie usłyszeli, jak w kuchni z wielkim hałasem pospadały
z półek rondle.
- Czy to już śniadanie? - spytała Mama Muminka zrywając się z posłania.
- Co się dzieje?
- Nic, moja droga - odpowiedział Tatuś. - To tylko góra ziejąca ogniem
trochę się rusza... Pomyśl, ile przycisków z lawy... Teraz obudziła
się i Mimbla. Wszyscy stanęli przy balustradzie werandy i patrzyli.
- Gdzie jest ta góra? - zapytał Muminek.
- Na małej wyspie odpowiedział Tatuś. Na takiej małej, czarnej wyspie,
na której nic nie rośnie.
- Nie myślisz, że jest to trochę, no troszeczkę niebezpieczne? - szepnął
Muminek i wsunął łapkę do łapki Tatusia.
- No, tak - odpowiedział Tatuś Muminka uprzejmie. - Może to i jest
trochę niebezpieczne.
Muminek kiwnął głową zachwycony. W tej samej chwili usłyszeli potężny
łoskot. Szedł gdzieś od morza i początkowo przypominał pomruk, a potem
coraz to silniejszy grzmot. Wśród jasnej nocy zobaczyli, jak ponad
lasem, ponad wierzchołkami drzew, wzbija się w górę coś ogromnego.
To coś wciąż rosło i rosło, a na szczycie miało biały, pienisty grzebień.
- Myślę, że teraz chyba wejdziemy do salonu - powiedziała Mama Muminka.
Ledwie ich ogonki znalazły się za progiem, gdy ogromna fala wdarła
się do Doliny Muminków, zatapiając wszystko w zupełnych ciemnościach.
Dom zakołysał się lekko, lecz nie przewrócił się, gdyż był to bardzo
solidny dom. (...)
|

|
Zima
Muminków
- tytuł oryginału szwedzkiego: Trollvinter.
Copyright by Tove Jansson 1957, Schildts Förlags Ab, Esbo Finland.
Copyright for the Polish translation by Irena Szuch-Wyszomirska. Copyright
for the Polish edition by Wydawnictwo "Nasza Księgarnia",
Warszawa 1969.
Opowieść o pewnej zimie, kiedy Muminek, istota stworzona,
aby zimy przesypiać, obudził się i nie bardzo miał ochotę zasnąć.
Wynikło z tego dość dużo interesujących zdarzeń. Z powieści można
dowiedzieć się, kto wyjadł wszystkie konfitury Rodziny Muminków, oraz
poznać pewnego Paszczaka, który kochał kąpiele w przeręblu.
(...) - Tam, zobacz, masz tego,
który mieszka pod kuchenną szafką.
Było to dość małe zwierzątko z krzaczastymi brwiami;
siedziało samotnie, wpatrując się w ogień. Muminek
przysiadł się do niego i powiedział:
- Mam nadzieję, że chleb chrupki nie był za stary?
Zwierzątko spojrzało na niego, ale nic nie odrzekło.
- Ma pan niebywale krzaczaste brwi zagaił Muminek
próbując uprzejmie nawiązać rozmowę. Wówczas
zwierzątko z krzaczastymi brwiami rzekło:
- Snadaff umuh.
- Co takiego? - spytał Muminek zaskoczony.
- Radamsa - odrzekło zwierzątko ze złością.
- On mówi swoim własnym językiem, a teraz myśli, że go obraziłeś -
wyjaśniła Too-tiki.
- Zupełnie nie miałem tego zamiaru powiedział Muminek
i dodał błagalnie: - Radamsa, radamsa.
Wtedy zwierzątko z krzaczastymi brwiami już zupełnie
wyszło z siebie, wstało i znikło.
- I co ja teraz mam zrobić! - powiedział Muminek.
- Ono będzie mieszkało pod szafką jeszcze cały rok!
(...)
|

|
Opowiadania z Doliny Muminków
- tytuł oryginału szwedzkiego: Det osynliga
barnet. Copyright by Tove Jansson 1962, Schildts Förlags
Ab, Esbo Finland. Copyright for the Polish translation by Irena Szuch-Wyszomirska.
Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo "Nasza Księgarnia",
Warszawa 1975.
To książka, którą należałoby przeczytać na początku.
To kilka historii z życia małych trolli, kilka wizyt w ich małym,
ale jakże pięknym świecie (można się z niej dowiedzieć, czego bała
się Filifionka oraz co było największą tajemnicą Hatifnatów).
(...) Deszczowe chmury z wolna rozpraszały się i wyjrzało
słońce. Mokry ogród parował i skrzył się wokół niego zielony i beztroski.
Nikt nie przycinał tu gałęzi i nie sprzątał od bardzo dawna. Drzewa
sięgały gałęziami aż do ziemi, krzewy wspinały się na drzewa, a wśród
zieleni dzwoniły strumyki, które babcia zaprojektowała w swoim czasie
i kazała przekopać. Teraz nie służyły już nawadnianiu, istniały same
dla siebie, pozostało jednak nad nimi wiele mostków, chociaż ścieżki
znikły od dawna. Paszczak pogrążył się w zielonej przyjaznej ciszy,
otulał się nią, nasiąkał nią i czuł się młody jak nigdy przedtem.
,,0ch, jak to przyjemnie być wreszcie starym i pójść na emeryturę
- myślał. O, jakże kocham moich krewnych! A szczególnie teraz, gdy
nie potrzebuję o nich myśleć". Brodził w wysokiej błyszczącej
trawie, obejmował drzewa, aż w końcu zasnął na polance w samym środku
ogrodu. Tam właśnie ongiś był dom babci. Czasy jej wielkich festynów
z fajerwerkami dawno już się skończyły. Rosły tu młode drzewa, a na
miejscu sypialni wyrósł olbrzymi krzew polnej róży z tysiącem czerwonych
kwiatów. (...)
|
|
Tatuś
Muminka i morze
- tytuł oryginału szwedzkiego: Pappan och
havet. Copyright by Tove Jansson 1965
Schildts Förlags Ab, Esbo Finland. Copyright for the
Polish translation by Teresa Chłapowska. Copyright for
the Polish edition by Wydawnictwo "Nasza
Księgarnia", Warszawa 1977.
Ta, i następna książka, ostatnia z cyklu historii Muminków, to właściwie
książka dla dorosłych, dzieci się nią nie zainteresują. To, obok Doliny
w Listopadzie, najpiękniejsza z książek o Muminkach. Dosyć niesamowita
i melancholijna historia o pewnej Latarni Morskiej, o Latarniku, samotności,
i przede wszystkim o morzu.
(...) O zmierzchu rybak poczuł, że niedługo
nadejdzie ogromna, wspaniała fala. Wyciągnął łódź
daleko na cypel, odwrócił ją kilem, zwinął się w
szary, pomarszczony kłębek i dał się ogarnąć
idealnej samotności. Spośród wszystkich wiatrów rybak
najbardziej lubił właśnie ten, południowo-zachodni.
Rozpętał się on teraz na dobre i nie ustanie przed
nadejściem nocy. Był to jesienny wiatr, wiejący nieraz
przez kilka tygodni, aż fale urastały w wysokie szare
góry, a potem zwalały się na wyspę i roztrzaskiwały
o nią. Rybak siedział w swoim domku i patrzył na
wzbierające morze. Jakie to było cudowne uczucie nie
musieć się już o nic troszczyć! Nikogo, kto by coś
opowiadał czy o coś pytał, żadnej istoty czy rzeczy,
której byłoby żal. Tylko tajemnicza, niepojęta
potęga morza i nieba, spływająca na niego i wkoło
niego i nigdy nie sprawiająca mu zawodu. (...)
|
|
Dolina
Muminków w listopadzie
tytuł oryginału szwedzkiego: Sent i
november. Copyright by Tove Jansson 1970
Schildts Förlags Ab, Esbo Finland. Copyright for the
Polish translation by Teresa Chłapowska. Copyright for
the Polish edition by Wydawnictwo "Nasza
Księgarnia", Warszawa 1980.
To historia o Muminkach, w której
tak naprawdę występują tylko we wspominieniach i
opowieściach osób, które odwiedzają ich dom, podczas
gdy oni przebywają na Wyspie. To bardzo nastrojowa,
mądra książka, pełna humoru i niesamowitych postaci.
Ostatnia, ale najpiękniejsza książka serii.
(...) Kiedy wszyscy już pozasypiali, Wuj Truj wszedł
po schodach ze świecą w ręku. Stanął przed dużą szafą na ubrania i
szepnął:
- Jesteś tam? Wiem, że jesteś.
Bardzo powoli otworzył szafę, drzwi z lustrem odchyliły się. Płomyk
świecy ledwo się tlił i w holu było ciemno. Mimo to Wuj Truj bardzo
wyraźnie zobaczył przed sobą przodka. Miał laskę i kapelusz i wyglądał
zupełnie nieprawdopodobnie. Ubrany był w za długi szlafrok i kamasze.
Żadnych okularów. Wuj Truj zrobił krok naprzód i przodek zrobił to
samo.
- Ach, więc nie mieszkasz już w piecu kaflowym - powiedział Wuj Truj.
- Ile masz lat? Nie nosisz nigdy okularów? Był bardzo podniecony i
uderzał laską w podłogę dla podkreślenia tego, co mówi. Przodek robił
to samo, ale nie odpowiadał. Musi być głuchy powiedział Wuj Truj sam
do siebie. Stary klekot, głuchy jak pień. W każdym razie przyjemnie
spotkać kogoś, kto wie, co to za uczucie być starym. Długo stał patrząc
na przodka. W końcu uchylił kapelusza i skłonił się. Przodek zrobił
to samo. Rozstali się z poczuciem wzajemnego szacunku. (...)
|
|